TRANSMISJA

Transmission 59 (” Analiza wpływu przeczytanych książek na osobowość pensjonariusza Maison de Sante, obywatela Darko de Cades”)

Dni parę temu, w ramach poszukiwania nowych metod badawczych, Profesor Fether i Doktor Tarr przeprowadzili eksperymenta naukowszego pt ” Analiza wpływu przeczytanych książek na osobowość pensjonariusza Maison de Sante, obywatela Darko de Cades”. Badanie trwało 10 dni, a zapiski z nich zostały opublikowane w najznamienitszych periodykach psychiatrii niestosowanej.

Dzień 1
W tym dniu Doktor Tarr i Profesor Fether  musieli na prawdę głęboko kopać  w pokładach moich myśli. Srebrzyste łyżeczki wyciągały coraz bardziej pierwotne włókna obłędu. Synapsy umieszczone na dendrytach protestowały impulsywnie. Wreszcie, po trzech godzinach,  Doktor krzyknął  – mamy.
Zaczęli wyciągać, trzymając oburącz za okładki.
– Więc tak wygląda pierwotny powód wybujałej wyobraźni  Pana de Cades – pokiwała z zadowoleniem głową Profesor – to od tej książki rozpoczęła się jego podróż w światy fantastyczne i realno-fantastyczne.  Panie Doktorze proszę zapisać wiek pokładu, z którego wyciągnęliśmy tę tajemnicę. Licznik Geigera wskazuje na 11 lat pacjenta.

 

 

 

 

Dzień 2 
– Panie de Cades – zwrócił się do mnie Profesor Fether -mamy drugi dzień, że tak powiem,  wykopalisk archeologicznych w  pańskiej głowie.  Pierwsza książka jaką wyciągnęliśmy wzbudziła w świecie psychiatrii niestosowanej pewne zainteresowanie i szereg komentarzy o charakterze nostalgicznym z czego jesteśmy wielce radzi. Wskazała nam również powód pańskiej dość dziwnie rozbudowanej wyobraźni. Natomiast … – zawiesił głos jakby szukając odpowiednich słów.
– Natomiast – podjął  dalej za Profesora  Doktor Tarr rzucając jednocześnie na stół  następną książkę w zniszczonej okładce – tę pozycję wykopaliśmy z pokładów charakterystycznych dla okresu nastoletniego Pana umysłu. Jest to pozycja występująca u wielu naszych pensjonariuszy.  Jednakże nagromadzenie w tym okresie pańskiego umysłu książek  nieradosnych, że przytoczę “Pamiętnik narkomanki”, “My dzieci z dworca ZOO” oraz tej pozycji – tu machnął z wyraźnym zadowoleniem “Szklanym kloszem” Sylvii Plath – doprowadziło na szczęście Szanownego Pana do nas , do Maison de Sante . Z czego jesteśmy wielce radzi.
Klepnął mnie po przyjacielsku w plecy, cmoknął dwa razy i wypisał nowy zestaw pigułek.
Dzień 3
Patrzyłem na kolejną książkę wyciągniętą z mojej głowy przez Profesora Fether i Doktora Tarr. Choć, pomyślałem, to nie do końca tak, że  z głowy, to bardziej z duszy. Ale tego im nie powiem, duszy im nie oddam. Miałem tę książkę kiedyś, też gdzieś koło 17 roku życia, potem pożyczyłem komuś i już nie wróciła, a ja po jakimś czasie poczułem , jakbym stracił kogoś bliskiego. Pamiętam, że przeczytałem „Opowieść do przyjaciela” tuż po „Szklanym kloszu”. Pamiętacie swój stan po przeczytaniu książki Sylvii Plath? No właśnie. Czytając ‘”Opowieść dla przyjaciela” czułem jakby Halina Poświatowska mówiła tylko do mnie. Mówiła, że życie jest wszystkim – mimo bólu i na przekór wszystkiego, a ja jej uwierzyłem i był to najważniejszy i najwyższy czas aby uwierzyć.
– Co Pan mówi Panie de Cades? – zapytał Doktor Tarr, który wszedł akurat do mojego pustego pokoju.
– A nic, zupełnie nic – odpowiedziałem, uświadamiając sobie jak bardzo tęsknię do tej książki.
Dzień 4
– Panie de Cades – Doktor Tarr ciężko usiadł vis a vis mojego spojrzenia –  z tą książką mamy pewien problem. Jej strony zalegają w bardzo wielu miejscach w Pańskiej głowie. Nie potrafimy zdiagnozować konkretnego jednoznacznego  wpływu tej pozycji na Pańskie szaleństwo. Mamy wrażenie, że na przestrzeni okresu badawczego Pan wielokrotnie wracał w świat tam opisany. Za każdym razem popadając w stan pewnego odrealnienia, co dobitnie pokazują nam  te esy floresy wykonane przez aparaturę do esów floresów.
– Tak – zacząłem niepewnie widząc ten dowód nad dowodami – bo widzi Pan Doktor, przyznam się jak na spowiedzi. Za każdym razem jak czytam Bruno Schulza, to jakbym zapadał w świat magiczny,  a jednocześnie jakoś tak osadzony w upadającej  rzeczywistości, w rozkładzie ogarniającym, w czasach nadchodzącego mroku przepełnionego manekinami.  Czuję się, że to ja jakbym był Ojcem Jakubem i to ja  uciekał w sklepy cynamonowe, w barwne ptaki i karakany myśli. Sposób narracji, plastyczność, tam obecne … ja po prostu muszę z tymi opowiadaniami odjechać na Drohobycze.
– No tak z Pana to jednak wariat – uśmiechnął się Doktor chyba przyjaźnie.
Dzień 5
„Szanowny Panie De Cades.
Ponieważ zamknął się Pan w pokoju, wlazł pod łóżko i udaje że go nie ma, uprzejmie informujemy, że dokopaliśmy się w Pańskiej głowie do kolejnej pozycji książkowej.
Na dowód czego przedstawiamy cytat:
„Co by dał, aby być z czystym sumieniem homoseksualistą, artystą, kokainistą – w ogóle jakimś “istą”, wszystko jedno jakim – nawet sportsmenom zazdrościł manii sportowej. A był tylko skomplikowanym umetafizycznionym masochistą.”
Nie jesteśmy w stanie jednoznacznie określić okresu, w którym powyższy cytat wrósł się w Pana umysł, duszę, wątrobę, ale wydaje się Pan być mocno przesiąknięty umetafizycznieniem masochistycznym
– z poważaniem Profesor Fether i Doktor Tarr”
Liścik przeczytałem dwa razy, schowałem pod klepkę w podłodze, jako dowód szaleństwa panującego w Maison de Sante. Z przymkniętymi oczami zacząłem cytować wiersz jaki napisałem zeszłej jesieni.
“Witkacy – godzina po wyborze”
Wkroczyli butami
obłudnie wyglancowanymi
plując kartoflanką z karabinów
w gardła tłumne
w gardła durne
Ja Stanisław
przerażony
rozkładem moralnym
przemocą
pospolitością
przewiduję
zniszczenie indywidualności jednostki
automatyzacje
i zszarzenie życia podporządkowanego idei kolektywizmu
sprowadzającego się do zaspokajania wyłącznie biologicznych potrzeb
więc ja z Tobą Metafizyko ukochana
pójdźmy na długi spacer
czerwone senne maki
nie do odratowania
Dzień 6
Z notatki służb archeologicznych pod kierownictwem Profesora Fether i Doktora Tarr:
„Dnia 6 prowadząc prace na otwartym mózgu, kopiąc w okolicach podwzgórza obywatela de Cades natrafiliśmy na swobodnie zalegające wierszo-piosenki poety Stachury. Wytrwała praca doprowadziła do wydobycia na światło dzienne trzech pozycji prozatorskich tegoż autora. Sądząc po ich stanie i poziomie uczuć je otaczającym pozycje te są bardzo ważne dla obywatela de Cades. Śmiemy twierdzić, iż w jakiś magiczny sposób ukształtowały w nim umiłowanie dla łąk, dróg bezdrożnych, fal bijących o brzeg i pustki bezludnej. Z wywiadu przeprowadzonego z pacjentem wynika, iż w świecie tam opisywanym, pacjent odnalazł coś ulotnego, jakieś ukojenie, spokój,  pogodzenie się z samym sobą, mikrokosmos każdego kamienia na drodze i jakąś, wbrew swoim najczarniejszym myślą , wiarę, w sens prostych gestów, wiarę w miłość.
„I niech sobie będą wszyscy mądrzy ze swoimi rozumami, a ja z moją miłością niech sobie będę głupi.””
Dzień 7
– Panie de Cades, pozwalamy Panu pisać ten dziwaczny „Dziennik obserwacji”. Pan sam się w nim zastanawia, Pan pisze w nim, że Pan nie wie czy nazywa się de Cades czy Józef K.  Niech Pan  spojrzy mi w oczy i  powie kim Pan jest naprawdę! – Doktor Tarr mówiąc to machał mi przed oczami egzemplarzem „Procesu” Franza Kafki, jeszcze ciepłym, jeszcze ociekającym krwią.
– Widzi Pan wyciągnęliśmy tę książkę z Pana głowy – do przesłuchania włączył się Profesor Fether – ale to za mało. Każdy strzęp Pana umysłu krzyczy, buntuje się bezskutecznie przeciw totalitarnej machinie oskarżająco -skazującej. Wszędzie Pan widzi  „ Organizację, która zatrudnia nie tylko przekupionych strażników, ograniczonych nadzorców i sędziów śledczych, mających w najlepszym razie skromne wymagania, lecz także utrzymuje biurokrację wysokiego i najwyższego stopnia, z nieodzownym a niezliczonym orszakiem sług, pisarzy, żandarmów i innych pomocników, może nawet katów, tak jest, nie cofam tego słowa”. A czy nie lepiej iść w szeregu, poddać się leczeniu, niż wymyślać jakieś farmazony, jakieś wiersze beznadziejne pisać. Przecież od procesu Pan nie ucieknie. Pan został już skazany.
– WIDZI PAN W TYM KRAJU NIE MA JUŻ ANI JEDNEGO BEZPIECZNEGO MIEJSCA, W KTÓRYM MOŻNA BY SIĘ CZUĆ WOLNYM CZŁOWIEKIEM. – Doktor Tarr uśmiechnął się z nieskrywanym zadowoleniem.
 Dzień 8 (poematowy)
Uśmiecham się do Profesora Fether i Doktora Tarr, którzy wciąż srebrną łyżeczką kopią w mojej głowie, wyciągając książki ( czy to  antykwariat przy Carrer de Santa Ana?), szukając przyczyn, szukając zrozumienia. Uśmiecham się jak głupi, bom głupi. A oni jeszcze nie wiedzą, że nie ma we mnie odpowiedzi. Wielbiciel „Kruka” Edgara Allana Poe  porażony „Skowytem” Allena Ginsberga. Co z tego powstało? Ja powstałem, pacjent znamienitego Profesora Fether i słynnego Doktora Tarr.
Dzień 9 (antologiczny)
Mój umysł otwarty na oścież spoczywał w sprawnych rękach Profesora Fether i Doktora Tarr. Siedząc na regale, gdzie za szklanymi drzwiczkami panoszyły się w nieładzie ingrediencje pradawnych alchemików, mogłem tylko obserwować pochylonych nad moim ciałem tych dwóch szaleńców. Zimne szczypce Doktora właśnie brodziły w miękkiej tkance mózgu gdzieś koło roku pańskiego 1988. Sprawny ruch wyszarpnął nagle dość grubą, w zniszczonej okładce książkę. Mina Doktora Tarr zdradzała triumf szczęśliwego psychiatry. Niestety, czy to pośpiech, czy zapatrzenie w rozszerzone z zadowolenia błękitne oczy Profesora Fether, spowodowały roztrzepotanie stronnic, zaszeleszczenie liter i z książki  wylecieli, dosłownie wylecieli : Bursa, Poświatowska, Stachura, Wojaczek, Milczewski-Bruno. Rozdziawione paszczęki doktorów w tym momencie rzekły zgodnym chórem głosów :
– A więc to z tej zakazanej księgi wynikł bunt przeciwko tradycjom, ogólnym normom społecznym, stereotypom a uwielbienie dla indywidualizmu, subiektywizmu oraz autodestrukcji naszego pacjenta.
   
Dzień 10 – ostatni (fantastyczny)
– Więc kończymy Doktorku wykopaliska archeologiczne w głowie Darko de Cades – ni to zapytał, ni to stwierdził Profesor Fether.
– Niestety  – Doktor Tarr pokiwał ze smutkiem głową – Wydaje się, że artefakty książkowe do których dotarliśmy w pewnym stopniu rozświetliły mroki umysłu i duszy naszego pensjonariusza. Choć z punktu widzenia psychiatrii niestosowanej, której przecież jesteśmy autorytetami, co stwierdził już sam wielki Edgar Allan Poe, nadal nie wiemy czy elektrowstrząsy i lobotomia odnoszą jakiekolwiek korzyści w przypadku Pana de Cades.
– Tak. I nadal nie wiemy, czy Pan de Cades jest ponurakiem czy nie jest?
– W każdym bądź razie musimy podziękować obywatelce
Marzenie Różanowskiej za podpowiedzenie metody badawczej „10 książek które wstrząsnęły pacjentem”.
– Zdecydowanie. Ale widzę Doktorze, że dokopał się Pan jeszcze do paru pozycji.
– A tak, to  jeszcze ubiegły wiek. Ale zdecydowanie potężny wpływ na wyobraźnię.  To się nazywało „Fantastyka” i patrząc na  połączenia synaptyczne w prawej półkuli mózgu tego tu obywatela wyjaśnia gdzież to się podziewa nasz pensjonariusz, gdy spóźnia się na podwieczorek.
– Tak? – Profesor Fether uniósł krzaczaste brwi
– On podróżuje do gwiazd – z całą powagą swego stanowiska stwierdził Doktor Tarr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.