TRANSMISSION- BLOG

Transmission 53

Dobry wieczór Pensjonariuszki i Pensjonariusze.

Dobry wieczór również Wy , którzy wierzycie jeszcze w swoją normalność.

Dokładnie rok temu wszedłem po trzeszczących ze starości schodach prawie na sam szczyt spalonej wieży Notre Dame. Powyżej podobno wciąż biły legendarne dzwony  poruszane ręką Quasimodo, kosząc ruchem wahadła wciąż rozgrzane ogniem  powietrze. Legendarne dzwony – nikt ich nie słyszał, choć wszyscy wierzyli. Kluczem od Doktora Tarr otworzyłem drzwi do małego pokoju, gdzie pod białymi prześcieradłami stała aparatura nadawcza Marconiego. Pamiętam pierwsze słowa jakie ze strachem skierowałem do srebrnej siatki mikrofonu.

– Czy ktoś mnie słyszy? – zapytałem w powietrze.

– Witam w świecie Darko de Cades – dodałem.

Odpowiedziały tylko przestraszone gołębie zrywając się do lotu. Później przyszedł inżynier Karwowski i coś tam naprawiał przy antenie nadawczej.

Przez rok, usłyszało mnie ponad 3,5 tyś Pensjonariuszek  i Pensjonariuszy, odsłaniając mój obłęd ponad 17 tyś razy. Nie spodziewałem się, nie zakładałem. Wybaczcie. To jak podróż w nieznane, gdy wyruszasz bez map i nawet nie wiesz jak obsługiwać  kompas. Dziękuję Annik Ka, mojej dobrej duszyczce,  za opanowanie techniki tych wszystkich migających lamp, przełączników, zsuwaków w aparaturze Marconiego. Dziękuję również zarządowi Maison de Sante w osobach Profesora Fether i Doktora Tarr, choć jak donosi “Dziennik obserwacji” ich rola może nie być taka jednoznaczna i przyjazna.

Transmisje ze spalonej wieży Notre Dame, od roku, choć moja podróż trwa dłużej. Trzy, cztery lata. Tyle stanów z podręcznika psychiatrii, tyle projekcji na kartkach papieru, tyle zdjęć wykonanych aparatem Zorka 3, parę nakręconych bardzo krótkometraży przy pomocy wynalazku braci Lumiere.  Tyle spotkanych w korytarzach  Maison de Sante Pensjonariuszek i tylu Pensjonariuszy. Nieprawdopodobne podróże do królewskiego miasta Kraka, gdzie spotkałem cudownych ludzi realizujących swe pasje.

I powiem Wam, że chyba to jest najważniejsze, aby realizować swe pasje. Nawet jeżeli to tylko obłęd, ale jakże pasjonujący. ( W tym momencie siedzący przed mikrofonem  de Cades uśmiechnął się do lustra postawionego sobie do towarzystwa, a lustro spojrzało na niego trochę krzywo zastanawiając się czy już trzeba wezwać Doktora Tarr z podręcznym zestawem do lobotomii).

Odkryć i odważyć się realizować swój obłęd. Tego Wam życzę

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.