TRANSMISSION- BLOG

Transmission 49 – “Edward”

W krzywe sosny na pagórkach
bije wiatr
Smutno krzywym sosnom
Taki wieczór choć rano
nikt nie śpiewa choć rano
idą chmury nisko drogą
choć rano…
Gdzie jesteś ty słoneczko
Nie widzę ja ciebie
ni pod strzechą
ni na niebie
ani wody wielkiej nie widzę
tylko noc
choć rano…
Krzywe sosny na pagórkach rozdarł wiatr
W krzywych sosnach płacze ktoś*

– Edwardzie, Edwardzie – spojrzałem na mojego rozmówcę odstawiając wysuszoną, wyciśniętą do granic zatracenia szklankę. Litrowa butelka bimbru od Potęgowej zachwiała się opisując tym prostym gestem nasz stan.
– Na zdrowie – przechylił, walnął o stół by powtórzyć flaszki taniec , by po chwili dodać

I jeżeli spontaniczna to rzecz
I jeżeli oczywista to rzecz
I jeżeli naturalna to rzecz

Weź

To co się tu daje
W imię słońca
I jego gońca:
Skowronka gwiżdżącego, amen**

– Czarnisz się humorem. Niech będzie i tak. Wiem, że już w siedemdziesiątym ósmym czułeś kres swych pisarskich usiłowań i chciałeś stworzyć wizje poezji czynnej jednoczącej się niejako z „nagim” życiem. Umowność literacka już ci całkowicie brzydziła. Tylko widzisz, ja wiem że dla ciebie każdy kamień na drodze, każde mijane drzewo, ptak i obłok na niebie, każdy Bruno i każda Potęgowa, i Janek Pradera też, przemawiają czule. Nie, inaczej , ty ich czule słyszysz. Potrafisz wczuć się w ich piękną rozpacz, ból, winę, pustkę i uśmiech. Nawet to źdźbło trawy, tak w zachwycie opisane przez naszego przyjaciela Walta z pokoju dziewiętnastego , do ciebie przemawia. I to jest najważniejsze, to jest najpiękniejsze. I nie jest ważne co Profesor Fether , czy Doktor Tarr nam w głowy wsadzają, czy też jakie połacie ogrodów przy pomocy lobotomii usuwają. My tutaj w Maison de Sante, również dzięki Tobie, nabyliśmy umiejętność współodczuwania, co momentami przekleństwem jest.

                                                                      Bosi na ulicach świata
Nadzy na ulicach świata
Głodni na ulicach świata
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!

Zgroza i nie widać końca zgrozy
Zbrodnia i nie widać końca zbrodni
Wojna i nie widać końca wojny
Moja wina
Moja wina
Moja bardzo
wielka wina!

Zagubieni w dżungli miasta – moja wina
Obojętność objęć straszna – moja wina
Bez miłości bez czułości – moja wina
Bez sumienia i bez drżenia – moja wina
Bez pardonu wśród betonu – moja wina
Na kamieniu rośnie kamień – moja wina
Manna manna narkomanna – moja wina
Dokąd idziesz po omacku – moja wina
I nie słychać końca płaczu – moja wina
Jedni cicho upadają – moja wina
Drudzy ręce umywają – moja wina
Coraz więcej wkoło ludzi – moja wina
O człowieka coraz trudniej – moja wina
– moja wina
– moja bardzo wielka wina!***

– Tak mówisz? – zapatrzył się w okno błądząc myślami, a może układając w głowie „List do pozostałych”

bo kto śpi nikomu krzywdy nie czyni
bo rozumiem nie-bycie i nie-czynienie
bo kocham braci moich: Lao-tse, Buddę i Jezusa i kocham wszystkich ludzi
i nie potępiam za…(tekst nieczytelny)
Bo w szpitalu…****

Wyłączyłem mikrofon, zgasiłem jedyną żarówkę co cieniom nadawała imiona umarłych, niedługo zacznie świtać, a ja jedynie przedmiot obserwacji w “Dzienniku obserwacji”

 

– Darko de Cades ( Dziennik obserwacji)

 

  • *       Edward Stachura  – Pieśń V
  • **     Edward Stachura – Komunia
  •  ***  Edward Stachura – Confiteor
  • **** Edward Stachura – List do pozostałych

2 komentarze

  • S.

    Jestem tu pierwszy raz. Znalazłam Stachurę, znalazłam Beksińskiego. Brakuje mi tylko Wojaczka, a może jest? Może trzeba poszukać głębiej, głębiej o kilka metrów słów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.