TRANSMISSION- BLOG

TRANSMISSION 45 – ZAPROSZENIE NA MEZALIANS FEST VOL.3

Stuk, puk, puk, stuk

Niespodziewanie dla samego mnie odgłosy dochodziły za listopadowego okna wieży Notre Dame. Tej w samotności grożącej niebu stercie kamieni połączonych dawno zapomnianą wizją pradawnych budowniczych ruin.

Stuk, puk, puk, stuk

Rozległo się w tym małym jedynym pokoju rozgłośni radiowej umiejscowionej na ostatnim stopniu krętych schodów. Powyżej wśród zmurszałych cegieł i nadpalonych belek wznosiło się już tylko wspomnienie schodów do legendarnego dzwonu, który kiedyś obwieści mieszkańcom i pensjonariuszom Maison de Sante coś istotnego … Niestety nikt już nie pamiętał co.

Drewniane dwa krzesła, stół, aparatura Marconiego do wysyłania fal radiowych, srebrny mikrofon. To wszystko przepisane mi przez Doktora Tarr i Profesora Fethera w ramach terapii zajęciowej, po wcześniejszym odkryciu w mojej głowie czarnej dziury przepełnionej ulotnością światów tworzonych przez pewnego prezentera radiowego prowadzącego w dawnych czasach co poniedziałkowe audycje z tegoż miejsca . „Romantycy muzyki rockowej” , tak to się zaczynało.

Stuk, puk, puk, stuk

Co jest? – pomyślałem spoglądając w stronę okna.

Poświata potencjometrów słała po ścianach legion zmor a smukłość drgającego płomienia świecy stanowiła jedyny dowód istnienia kobiety w zielonej sukni, której “It’s so cold in Alaska” stanowiło żywo czerwony sygnał latarni przywołującej mnie z martwych krajobrazów bum trip.

Stuk, puk, puk, stuk

„Noc już była, północ zgoła; rozmyślałem w pocie czoła
Nad trwożliwą tajemnicą z dawna zapomnianych ksiąg,
Przysypiając niespodzianie, gdy rozległo się pukanie,
Jakby ciche chrobotanie w mój samotny, senny dom.
“Jakiś gość”, powiadam sobie, “w mój samotny stuka dom,
Nocny gość – i tylko on”.

Stuk, puk, puk, stuk

– Nie! Tego już za wiele! Cóż za bestia z piekła rodem tak natarczywie przeszkadza mi prowadzić audycję ?!

Okno otworzywszy, cofnąć się nie zdołałem. Prosto na mnie, w me ramiona wpadła wysoka postać znanego mi już człowieka z dachu.
– Inżynier Karwowski ? – zapytałem z głupia nie wierząc własnym oczom.
– A któż by inny – stanął przede mną poprawiając biały kask na głowie – antenę sprawdzałem. Kruki. Kruki wszędzie. Za mało Pan krzyczy sio. Za mało i przeto sygnał czasami niewyraźny.
Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie, gdy kazał mi chodzić po pokoju, machać łokciami niczym skrzydłami i krzyczeć sio, sio.
– Ale to temat, że tak powiem poboczny – zaczął wyciągać coś lekko pogniecionego z kieszeni marynarki – Doktory mnie do Pana przysyłają.
– Tak? – poczułem się niepewnie.
– Dlaczego? – wyciągnął wreszcie olbrzymi plakat zapraszający na MEZALIANS FEST – Doktory pytają: Dlaczego Pan znów oblepił wszystkie korytarze Maison de Sante tym czymś. Czy uzyskał już Pan siedem pieczęci pod zgodą na wyjazd? Kto z Panem jedzie? Czy komisja rewizyjna zaakceptowała już program Pana występu? Czy już się Pan zaprowiantował i zanoclegował? Ma Pan czas do 12.00 czasu niezwykle lokalnego wypełnić formularz B17/2w445k i wysłać gołębiem pocztowym.
Rzekłszy to, tak jak stał , wyskoczył przez okno, a odgłos w dole nadjeżdżającej karetki powiedział mi, ze to nie był najszczęśliwszy lot.
Przeto przystąpiłem do wypełniania formularza B17/2w445k

OBLEPIŁEM – BO MEZALIANS FEST TO BARDZO POŻĄDANA ( ZNACZY POŻĄDNA) IMPREZA, POETYCKO, MUZYCZNIE ALKOHOLOWA I CO NAJWAŻNIEJSZE PRZECUDOWNE PENSJONARIUSZKI I PENSJONARIUSZE Z INNYCH ZAKŁADÓW CO SPRZYJA WYMIANIE DOŚWIADCZEŃ PRZY SZKLANCE POŻĄDNEGO SZNAPSA

PIECZĘCIE – W TRAKCIE DO 25.11 UZYSKAM ( W TYM SIÓDMA PEICZĘĆ OCZYWIŚCIE)

JEDZIE ZE MNĄ JAK ZAWSZE MOJA DRUGA POŁOWA

KOMISJA – JESZCZE NIE ZAAKCEPTOWAŁA, ALE TYM RAZEM NIE BĘDZIE CHYBA TAK WISIELCZO JAK ZWYKLE

ZAPROWIANTOWANY I ZANOCLEGOWANY – TAK, KARWAN W CZTERY GNIADE SZKAPY GOTUJE SIĘ JUŻ DO PODRÓŻY

Uff zdążyłem. Gołąb nastąp się. Wysyłamy.

– Darko de Cades ( Dziennik obserwacji – wersja alternatywna)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.