TRANSMISSION- BLOG

Transmission 31

Sobotnie popołudnie, deszcz z ciężkich obłoków rozlewa krople po szklanym kloszu nad nami. Nasze ciała i myśli rozmazane w tej wilgoci  oplatającej.  Mało miejsca, ściśnięci własnymi porażkami, bezwartościowymi chorymi  sercami, spojrzeniami poniżej linii morza.  Jakiś, w zastępstwie profesora Fethera,  przyjezdny doktorek ze stolicy  mówi, że jeżeli byśmy wystarczająco mocno podskoczyli dostrzeglibyśmy promienie słońca ponad dachem przygniatających nas chmur, a nawet odległe gwiazdy. Kosmonauta się znalazł – myślę sobie – tanie chwyty, nie wystarczą gdy jesteś w Maison de Sante.

https://www.youtube.com/watch?v=Mfb5K86mBRo

Dzisiaj zajęcia grupowe.

W firmie portretowej malujemy siebie nawzajem, plącząc pnącza realności z imaginacją, pnącza lęków i pragnień. Może Maison de Sante jest jedną wielką, bezgraniczną firmą portretową. Tu stając za sztalugami losu kreślimy nasze obrazy.

Maluję moje Scheveningen pełne konstrukcji żeliwnych i piasku, maluję tamten dzień

Tamtego dnia
Morze Północne
niespodziewanie
ociepliło stosunki

ławice piasku
czerwone paznokcie
sukienka
wiatrem

rozproszyłaś 
moje myśli
złagodziłaś
kontury

aż zacząłem
malować 
ciebie
słońcem

mnożąc 
w każdym
promieniu

 

– Pięknie – mówi  i pyta czy mogę na moment stanąć przy swojej sztaludze. Przesuwa mnie w prawo, podnosi lekko głowę.

– Namalujesz mnie? – pytam a ona kiwa z rozbawieniem głową. W tym świecie jest jedynym lekarstwem, wiec czekam cierpliwie. Ona maluje, ale widząc moją niecierpliwość zaczyna opowiadać co robi:

Portret Pana
jest malowany
zwykle
sepią

Pan się nie rusza
stoi kamieniem
choć
wiem
nastrojowość pańska
zmiennomelancholijna
no ale co zrobić?
trzeba wytrzymać

wyciskam teraz
barwnik
z woreczka czernidłowego mątwy
biorę pędzel
nie za szeroki
co by w korytarzach
wąskopokrętnych
myślą pańskim nadać
smugę lekkości

bo przecież Pan
nie może tylko ciężarem oddychać

no ja stanowczo nie pozwalam

a teraz oczy

co Pan mówi?
że oczodoły puste?

oj Panie
Pan mnie tu nie bierze za węgieł
na literaturę post mortem

ja wstawię
w lewe oczko promyczek
słonka przepiękny

o taki

przecież Pan się
do mnie
tak miło
czasami uśmiecha

 

– Ja tą ściana? – spoglądam na swój portret.

A ona znów kiwa głową, przecież jest jedynym lekarstwem w tym świecie

 

 

 

 

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.