TRANSMISSION- BLOG

Transmission 27

Wsłuchać się do ogłuchnięcia

 

Wpatrzeć się do oślepnięcia

Wdyszeć się do beztchu w piersiach

Wmyśleć do unicestwienia

Ach, wykrwawić się – do Słońca!

Kochać aż do obrzydzenia

 

 

– powiedział Rafał Wojaczek do mikrofonu na kilkadziesiąt godzin nim wyruszymy.

 

 

 

 

Miasto przyjęło to z obojętnością, zagonione stukotem dorożek o bruk, wozów węglowych, czarnych wołg na łasce kierowców w przekrzywionych czapkach z daszkiem. Zresztą z wysokości połowy drogi do legendarnego dzwonu Notre Dame wszystko wydawało się w dole obojętne, tak jak i my jesteśmy obojętni dla świata. Coś mówimy do mikrofonów okręconych pętlą wokół szyj, coś piszemy na skórze, rozdrapując się szkłem z rozbitych szyb przez które próbowaliśmy się wzbić, coś …     https://youtu.be/-vs6RweYxE4

– Jeżeli jeszcze żyjecie, to tylko dlatego, ze przegapiliście najlepszy moment na umieranie – dodał wprost w srebrną siatkę mikrofonu przerywając moje rozmyślania i zakrapiając to kolejnym łykiem czystej prosto z butelki.
– Popatrzcie na mnie – uśmiechnął się krzywo w noc swoim istnieniem, żyjącym tylko w sercach i postrzępionych umysłach tych kilku pojebańców, jak nas określił, gdy usłyszał o Mezaliansie jego imienia.

Może jestem już zbyt pijany ale wydaje mi się, że mówił to z sympatią, a nawet rozbawieniem.
Patrzyłem jak odpala kolejnego skręta. Ogień z zapałki rozświetlił półmrok twarzy i znikł otulony jego dłońmi, jakby tu na wieży wiał wiatr, a on chciał ochronić ten płomień w ciemnościach. Ale ten wiatr wieje w nas, wiatr wieje mocno, wiatr wieje porywiście. Wiatr szarpie a my tworzymy ze słów, a my tworzymy z obrazów malowanych, z fotografii powidokowej, z muzyki co brzmi za każdym razem jakby był to fin de siecle.  A my tworzymy latawce podniebne, co by się wzbić przez szyby brudne od naszych lęków. https://youtu.be/PoPL7BExSQU

– Tak, co by się wzbić!!! – krzyknął na wiatr jakby czytał w moich myślach, aż potencjometry Marconiego wychyliły się ze swoich stref komfortu
– Więc się wzbijmy!!! – podchwyciłem
– Hej , towarzysze w czerwonych krawatach – przechwyciłem mikrofon – kobiety w czarnych kapeluszach, wymownie nieprzystosowani i niewymownie oporni wobec istnienia, zaprzęgnijcie gniade konie apokalipsy do karawanów życia, niech gnają po mezaliansu traktach

A Wy, tam w undergroundzie rynku krakowskiego

Wsłuchajcie się do ogłuchnięcia
Wpatrzcie się do oślepnięcia
Wdychajcie się do beztchu w piersiach
Wmyślcie do unicestwienia

Ach, wykrwawcie się – do Słońca!

Kochajcie aż do obrzydzenia

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.