TRANSMISJA

Transmission 25

W Maison de Sante spotkałem onegdaj człowieka, mniejsze o jego imię, nazwisko, wypalony na skórze numer identyfikacyjny , wszak każdy je ma i nic nie znaczą. Być może był to któryś z przyjaciół tak tłumnie zasiedlających niekończące się żerdzie w pokojach odosobnienia. A może w tym człowieku była cząstka każdego z nas. W każdym razie, od taki niepozorny w czarnym wytartym  garniturku jednego z wielu zakładów pogrzebowych w mieście. Biała koszula, czarny krawat, czarne mokasyny po 2.40 rubla za sztukę. Od wielu lat zajmował się otwieraniem i zamykaniem trumien. Czasami rozkopując Matkę Ziemię na sześć stóp użyźniał jej dzieci: korzenie traw, drzew, kwiatów a one w wdzięczności uśmiechały się do niego słonecznie. Myślał wtedy, dla tych krótkich chwil, warto żyć. Stawiał  piękny pomnik z rzeźbą piaskową, pełen ukrytej w smutku radości, ozdabiał liśćmi akantu, grawerował gotykiem pieczołowicie słowa, wiersze, pełne surrealizmu swojej duszy zapisywał na pięciolinii znaczeń. A nocą, każdą nocą od wielu lat, w długim płaszczu i czarnym kapeluszu, siadał przy dopiero co stworzonym grobie, zapalał wokół świece, przesuwał dłonią po nagrobnej płycie, dotykał lustrzanego odbicia tej o której aniołowie mówią tylko Never more. Ach ta ekspresja w impresji i impresja w ekspresji… powtarzał sobie.

 

Niestety, w związku z 467 dyrektywą miłościwie nam panującego, a wielkim zapotrzebowaniem na nowe tereny pod kamienice i drogi brukowane, powierzchnia cmentarna zaczęła się kurczyć, ubywać, zanikać. Te cudne ogrody, nad którymi krążyły białe serafiny losu, zostały zastąpione w trybie załącznika k27, murowanymi ścianami szuflad, gdzie wsypywano zmielone popioły mieszkańców, wypisując maszynowo jedynie na karteczce imię i nazwisko, ale one wszak nic nie znaczą. Niczym hasła w wielkiej encyklopedii, którą kiedyś widział w sklepie za szybą. Bo czyż nazwa Werona  ma jakiekolwiek znaczenie bez rozkopania grobu Romea i Julii?

Ten brak ekspresji w impresji i impresji w ekspresji był ciosem dla grabarza. Popadł w obłęd. Postradał zmysły. Jacyś wielbiciele fotografowania umierających cmentarzy znaleźli go, gdy w rozpaczy gołymi rękoma rozkopywał grób. Eleonora – dało się tylko odczytać na spękanej tablicy nagrobnej. A on szeptał do siebie:

 

Zamuruj oczy moje 

niech nie widzą

zamuruj słowa i czucie wiatru

wydrąż

kanał

przez gotyckie sklepienie oczodołu

srebrną łyżką

wygrzeb

impresjonizm

ekspresjonizm

nie zapomnij o surrealizmie duszy

emocji gałęzie

splątane

przetnij

usiądę wtedy twój

na werandzie trwania

z blaszanym kubkiem

i encyklopedią Britannica

na kolanach

 

– Czy Pan Doktor coś z tego rozumie? – zapytałem Doktora Tarr leżąc na kozetce w jego gabinecie.                                                                                                                                     – Panie De Cades, Pan jak zwykle fantasmagorie mi tu bredzi. No jak ja mam Pana leczyć, no jak?  – odpowiedział załamując ręce

 

                                                                                                                                              – Darko de Cades ( Dziennik obserwacji)

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.