TRANSMISJA

Transmission 17

 Doktor Tarr wziął mnie pod rękę, gdy chodziłem właśnie po elipsie myśli zastanawiając się  co sądzą odbiorcy moich transmisji , czy w ogóle mnie słyszą.

– Panie de Cades – zaczął swym nosowym głosem – mam taką delikatną sprawę. Profesor Fether wymyślił sobie, że na Zlot Psychiatrów zabierze coś, czym będzie mógł się tam pochwalić, coś z Maison de Sante. Po głębokim zastanowieniu postanowiliśmy, że pokażemy światu naszą gazetkę. Ja wiem, że do tej pory tam nic ciekawego nie było i poza kącikiem randkowym, nikt tego nie czytał. Ale to trzeba zmienić.  Kolega Boris V. z pokoju 68 zaproponował tytuł “Pociąg do opowiastek, opowiastki do pociągu”. Rozmawiałem też  już z paroma Pana kolegami i koleżankami, ktoś namaluje  lokomotywę, kolega Jan B napisze o 40 wagonach stojących na stacji , kolega Stevenson przedstawi schemat techniczny swojego parowozu. Natomiast, wiem że Pan w tych swoich grafomaństwach też ma kilka z dziedziny mówiąc ogólnie pociągowej, czy mógłby mi Pan na jutro przygotować parę tekstów do wyboru?

– Ale …  

– Tak, tak na jutro – poklepał mnie protekcjonalnie i odjechał wymyśloną ciuchcią krzycząc uuu, uuu i ciuch, ciuch

Usiadłem przeto przed mikrofonem, już wieczór, przeczytam to co znalazłem, może ktoś coś ze słuchaczy pomoże wybrać.

“Grzeszne tory”

Grzeszne tory
pociągów
do siebie
zapełniamy
coraz częstszymi
stacjami
przy polnych peronach

są tam
rozpalone latarnie
w kwiecistych abażurach
semafory ramion splątanych
żurawie wodne
podające czarną kawę
senności naszej bezbożnej

po tym
gdy
koła torami
tory kroplami

„Torem kolei”

Torem kolei
tych samych dni
toczę się
wokół siebie
podkłady bezsilne
głucho
kołami stukają
milczące kamienie
pomiędzy
jak
oczy
wpatrzone
w
złudne rozjazdy

 

„1951/2018”

Zaczerwieniłaś wstążką
zaszumiałaś niesfornością
wiatru
co dłońmi moją twarz pieścił
na stopniach wagonu
donikąd
Chwyciłem oburącz
zapach wstążką splątany
twarz wtuliłem
łzami
gdy podkłady kołami
Turkotały przez czas i miejsca
aż przysiadłaś na ganku
cichutko wśród róż
wspomniałaś mnie
a ja wróciłem
I patrzyliśmy
dłońmi spleceni
na ten wiatr szalony
co tych młodszych ku sobie
jak nas kiedyś
wciąż pcha

 

„Ludzie w oknach pociągów”

Ludzie w oknach pociągów
pustym spojrzeniem odprowadzają mijane miłości
pędzą po torach kolei
jedynie turkocząc do siebie
– napisałem kredą na murze Dworca Samotnych Serc
gdy czekałem na spóźniony pociąg
rozkład jazdy potwierdzał moje przeznaczenie w zakładzie dla obłąkanych
walizka doświadczeń zawierała garść tabletek nasennych
i słoik gazu z kilkakrotnych prób Tomasza B.
wskazówki zegarka z Myszką Miki
dawno stanęły w mglistej przeszłości
a przyszłość odwróciła się ode mnie
wreszcie wjechał stary skład z wagonami bydlęcymi
depresyjni marzyciele proszeni są o zajęcie miejsc w wagonach
pomiędzy miłością do niej a nienawiścią do siebie
wyszczekał megafon nad moimi myślami
spojrzałem na bilet dostrzegając w nim pustkę lobotomii słów wydrapanych
bólem
krok za krokiem
w butach winowajcy po rampie
szalce wagi
złapałem zardzewiałą zasuwę drewnianych wrót
ręka drżała łzami
białe flagi trzepotały
powietrze podchodziło do gardła sznurem
i
wtedy jeszcze jeden
jedyny ostatni raz
odwróciłem głowę popiołem posypaną
spojrzałem przez deszcz smagający
zbliżałaś się trzymając rozłożony parasol
omijałaś bagniste kałuże obcych spojrzeń
twoja dłoń otarła moje szaleństwo
przytuliłaś mnie
nasiąkając przestrzeń

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.