TRANSMISJA

Transmission 16

Obudziłem się o 05.15, jak co dzień, choć nadzorcy fabryk ogłosili wolny dzień. Ciężko świtało, robotnicy za ścianami ciągnących się w nieskończoność komórek spali, a zasłony w moim pokoju mogły nosić pocałunków ślad. Kamienice i kamienne mury Maison de Sante wyciągały ramiona ku pierwszym promieniom słońca. Cisza otwierała się. Przeczytałem jeden czy dwa wiersze nocnych twarzy zapełniające kolejne strony księgi, dopisałem coś na marginesie kogoś, symboliką współczesnego języka polubiłem, może ktoś czekał na ten gest, może nie. Zapaliłem nieistniejącego papierosa, w sumie skręta wszystkich swoich myśli, bo myśli porankiem są żarzące, nim popiołem się nie staną.  Kartkę ściągnąłem ze stołu, tępy ołówek. Przypomniałem sobie jedno ze zdjęć przyczepionych przez Nicolasa Bruno  taśmą przezroczystą do ściany nad jego łóżkiem w Maison de Sante,  pokój numer 119. Zapadłem słowami: 

“Naciągam myśli
przez
belkę podniebną
napętlam siebie
skrzypiąc ciężarem
mięsa co stopą
taboret uwiera
wspominając jeszcze
próbę gazową
nieszczelnie bezczelną
sprawdzam
wystarczającą
alkoholiczność
wspomnień

klaps
kamera
stop”

Zakończyłem literą ostatnią, żar się spopielił i wtedy nie wiedzieć czemu, nie wiedzieć skąd Cohen siadając na parapecie mego okna powiedział swym kanadyjskim akcentem

– To ostatni “Strzęp próby kostiumowej” 

Zapalił swojego papierosa , podniósł opartą o ścianę gitarę, zagrał patrząc na miasto za oknem, gdyż był rok 1968.

https://youtu.be/lNTFqSaFwyo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.