• TRANSMISJA

    Transmission 51

    Dobry wieczór Pensjonariusze i Mieszkańcy Maison de Sante. Przemysław Gintrowski – “Karzeł” ( youtube) Karzeł dobiegł końca, przestałem kręcić korbą patefonu, wyprostowałem plecy, czyniąc się na powrót wyższym od pożółkłej tuby twórczo dźwiękowej wystawionej w oknie na znalezionym gdzieś taborecie. Przesunąłem palcami po ostatnich nutach ulatujących w ciemność nocy. Zaskrzypiały chłodem. Maison de Sante pode mną, pod ostatnim piętrem spalonej wieży Notre Dame spało, powodując bezsenność w moim śnie. Sen w śnie, tak to określił Doktor Tarr. Nie sądzę, wszak doświadczam tej rzeczywistości namacalnie z intensywnością wręcz maniakalną. – Nie masz pojęcia, jak ja czasem cierpię, zupełnie bez wyraźnego powodu.- słowami Atanazego Bazakbala odezwał się Karzeł odkładając na kant stołu…

  • TRANSMISJA

    Transmission 22

                                                     “Musi być ktoś, kogo nie znam, ale kto zawładnął                                                                                                                                                           …

  • TRANSMISJA

    Transmission 17

     Doktor Tarr wziął mnie pod rękę, gdy chodziłem właśnie po elipsie myśli zastanawiając się  co sądzą odbiorcy moich transmisji , czy w ogóle mnie słyszą. – Panie de Cades – zaczął swym nosowym głosem – mam taką delikatną sprawę. Profesor Fether wymyślił sobie, że na Zlot Psychiatrów zabierze coś, czym będzie mógł się tam pochwalić, coś z Maison de Sante. Po głębokim zastanowieniu postanowiliśmy, że pokażemy światu naszą gazetkę. Ja wiem, że do tej pory tam nic ciekawego nie było i poza kącikiem randkowym, nikt tego nie czytał. Ale to trzeba zmienić.  Kolega Boris V. z pokoju 68 zaproponował tytuł “Pociąg do opowiastek, opowiastki do pociągu”. Rozmawiałem też  już z…

  • TRANSMISJA

    Transmission 9

    Dzisiaj zostałem wezwany przed oblicze Doktora Tarr.   – Panie de Cades – powiedział do mnie pokazując mi zapisaną drobno kartkę papieru – dostaliśmy  list, anonim bo rzecz jasna osoba podpisana jako Alojzy Mogarycz to fikcjonista do kwadratu, choć kiedyś tu taki obywatel moskiewski przebywał, ale dawno temu. My Pana obserwujemy nie od dzisiaj, my wiemy że Pan pisze ten cały”Dziennik obserwacji” i nie jesteśmy zachwyceni. Pan wie , że możemy Pana życie zawiesić na trzy dni, tydzień czy miesiąc i co Pan wtedy zrobi? Ja Panu dobrze radzę i z tymi publikacjami niech Pan lepiej uważa. Podał mi list, który teraz , gdy na radiowej wierzy zbliża się noc, przeczytam…

  • TRANSMISJA

    Transmission 3

        – Dziwnie się czuję mówiąc w pustkę. Poczułem jak mimowolnie moje palce zaciskają się na mikrofonie. Hard metal and methedrine. Rozkład jest wszędzie. – Zresztą może nie … może ktoś słyszy… – Nie wiem, nigdy nie sądziłem, ze usiądę przed migającymi maszynami, w ręku będę trzymał mikrofon, a mój głos popłynie w eter. Zresztą sam tego nie rozumiem. Aby ogarnąć rozumem to co się dzieje od jakiegoś czasu, piszę „Dziennik obserwacji”. Przeczytam pierwszy rozdział, pewno bardziej dla siebie, bo pewno i tak nikt mnie nie słyszy. – Darko de Cades “Dziennik obserwacji” Rozdział I

  • TRANSMISJA

    Transmission 2

    Człowiek na dachu przysłany tu przez Doktora Tarr, szarpiąc się z wiatrem, krukami i żelastwem tam zamontowanej anteny, po przyjrzeniu się sprawie, stwierdził: – Panie de Cades, nikt wczoraj nie mógł Pana słyszeć, tej Pana transmisji, transmission jak Pan mówi po zamorsku… – Tak? – No … te cholerne kruki obsiadły cały promiennik, i przez to fale nie płyną. Rozumie Pan? Pan musi je odganiać. – Co, kruki? – No, kruki, ja to nawet widzę je w Pana głowie. – A jak mam je odganiać? – A skąd ja mam wiedzieć, co ja jaki psychiatra jestem? Weź Pan może jaką kartkę, napisz coś i rób tak o …. Widzi Pan?…

  • TRANSMISJA

    Transmission 1

    W wieży opuszczonego kościoła, wspinając się drewnianymi schodami dotarłem do zamkniętych drzwi. Kłódka była zardzewiała, lecz klucz od Doktora Tarr pasował idealnie. Są rzeczy znane i nieznane, a pomiędzy nimi są drzwi – pomyślałem. Otworzyłem ze zgrzytnięciem zawiasów, podrywając tym samym gołębie do ucieczki ku jeszcze jasnym przestworzom nieba. Wewnątrz niewielkiego pomieszczenia stały dwa stoły i jedno krzesło . Długie prześcieradła zakrywały przedmioty stojące na nich. Ściągnąłem, wprawiając drobiny kurzy w wirujący taniec, a wszystko to w promieniach słońca znad Maison de Sante wpadających przez niewielkie okno. Na stołach, zgodnie z obietnicą Profesora Fether, stały urządzenia niezbędne do prowadzenia audycji radiowych. Przysunąłem krzesło, przekręciłem zielone koło z napisem „Power”, zabłysło,…